Projekt
Propozycja grupy roboczej Zespołu ds. usług publicznych przy Trójstronnej Komisji do Spraw Społeczno-Gospodarczych
dotycząca projektu uchwały Posiedzenia Plenarnego Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych
w sprawie nauki i szkolnictwa wyższego
Grupa robocza Zespołu ds. usług publicznych przy Trójstronnej Komisji do Spraw Społeczno-Gospodarczych przedkłada Zespołowi propozycję zgłoszenia pod obrady Komisji Trójstronnej następujących ustaleń:
Ponadto grupa robocza zgłasza do rozpatrzenia propozycje podwyższenia kwoty, po przekroczeniu której rozporządzanie składnikami aktywów trwałych uczelni wymaga zgody ministra właściwego do spraw Skarbu Państwa.
Uzasadnienie
Jeśli przyjrzeć się głównym nurtom dyskusji na międzynarodowych konferencjach poświęconych szkolnictwu wyższemu, to wszędzie trwa dyskusja o przyszłości, świecie po kryzysie, roli państwa i o nowym międzynarodowym podziale zadań. Na tym tle powinniśmy postawić pytania:
Jest oczywistym, że dobre odpowiedzi na tego rodzaju pytania mogą się wyłonić jedynie w społeczeństwie kultywującym rozwój wiedzy i jako rezultat ścierania się rozmaitych poglądów, przy zachowaniu wysokich standardów uczciwości intelektualnej. Podstawowym produktem takiej kultywacji i najlepszym miejscem konfrontacji poglądów są szkoły wyższe. Ich misją jest "produkcja" wiedzy i "transmisja" wiedzy. Oznacza to też, że uczelnia może "produkować" taką wiedzę, o której dziś jeszcze nie wiemy, że będzie nam potrzebna - to przypomnienie dla wielu tych, spośród dyskutujących na forach publicznych, którzy akcentując utylitarny charakter nauki, chcieliby wszelkie prace naukowe rozliczać według kryteriów dzisiejszej przydatności.
Obserwując w niedalekiej przeszłości duże przyrosty liczby studiujących w Polsce, można wyciągnąć dwa wnioski:
Na konferencji OECD "Higher Education at a Time of Crisis - Challenges and Opportunities", która się odbyła w Kopenhadze 29-30 czerwca 2009 były pokazywane przykłady krajów z kręgu "emerging economies" jako właściwe odczytanie nadchodzących wyzwań w szkolnictwie wyższym. Polska jest tam wymieniana (przez nie-Polaków) jako jedyny kraj UE bez recesji i realizujący intensywny program rozwoju szkolnictwa wyższego. W Azji niewątpliwym liderem są Chiny. Amerykanie uważają, że do roku 2025 będą musieli podwoić liczbę miejsc do studiowania na swych uczelniach, przy czym nastawiają się na obsługę edukacyjną reszty świata, co pozwoli im na lepszą selekcję jednostek zdolnych do pracy naukowej na najwyższym poziomie (których zresztą zatrzymają u siebie). Stawiają przy tym na rozwój studiów internetowych, wykorzystujących w coraz większym stopniu nowe technologie informacyjne, które zastępują infrastrukturę transportu ludzi infrastrukturą telekomunikacyjną. W obecnym kryzysie tak starają się łączyć wspomaganie uczelni przez fundusze federalne i stanowe, by zasilanie zewnętrzne nie zmalało w odniesieniu do lat poprzednich. Natomiast w trakcie "UNESCO World Conference on Higher Education" w Paryżu (5 - 8 lipca 2009) wprost padało stwierdzenie, że kryzys nie może być jakąkolwiek wymówką dla redukcji funduszy publicznych na szkolnictwo wyższe. W końcowym komunikacie tej konferencji czytamy:
"W żadnym momencie historii inwestowanie w szkolnictwo wyższe, jako główną siłę w budowaniu społeczeństwa inkluzywnego i zróżnicowanego, społeczeństwa wiedzy, rozwijającego badania, innowacje i kreatywność, nie było tak ważne jak obecnie."
Odnosząc się do wniosku pierwszego pragniemy przypomnieć tezę, która niejednokrotnie była przedstawiana w Sejmie podczas posiedzeń Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Otóż "wzrost ilościowy szkolnictwa wyższego w Polsce jest rezultatem olbrzymiego wysiłku całej kadry nauczającej, która mimo niedostatecznego poziomu wynagrodzeń, przy dotkliwych brakach sprzętowych i lokalowych, doprowadziła wskaźniki skolaryzacji do górnych granic możliwości, ku zdziwieniu reszty świata. Stało się to przy nakładach liczonych na głowę studenta najniższych w kręgu krajów OECD. Ponieważ głównym składnikiem tych nakładów jest wynagrodzenie personelu akademickiego, jasnym jest, kto te nasze rekordowe przyrosty liczby studentów sfinansował." Trzeba dziś stwierdzić, że ta droga rozwoju wyczerpała swe siły napędowe i przechodzi do historii. Do historii przejdzie też wkrótce problem wieloetatowości nauczycieli akademickich. Zapał związany z "edukacyjną insurekcją" po dwudziestu latach się wyczerpał, no i najwyższy czas przyjrzeć się jakości "produktu".
Budowanie gospodarki opartej na wiedzy jest nie kwestionowanym wskazaniem dla Europy i Polski. Ten kierunek działania nabiera teraz, w obliczu kryzysu, szczególnego znaczenia. Oprócz orientacji podmiotów gospodarki na działania innowacyjne podstawowymi partnerami procesu budowania konkurencyjnej gospodarki są nauka i szkolnictwo wyższe przygotowujące kadry dla gospodarki. Intensyfikacja tego procesu wymaga uformowania odpowiedniego systemu prawnego i uproszczenie formalnej strony wszelkiego rodzaju procedur oraz wsparcia ze strony budżetu państwa działań uruchamiających "praktykowanie" innowacyjności. W szczególności dotyczy to uruchomienia szerokiego programu projektów na styku nauki i gospodarki w rządowych programach operacyjnych oraz odpowiednich środków finansowych wspierających te projekty.
Utrzymanie niezbędnej otwartości i gotowości nauki i szkolnictwa wyższego do efektywnego uczestnictwa w procesie budowania gospodarki opartej na wiedzy wymaga realnych działań zmieniający usytuowanie Polski pod względem nakładów finansowych, obecnie na jednym z ostatnich miejsc w Europie. Finansowanie tych dziedzin wymaga pilnych decyzji. Istotnym fragmentem jest tu oczywiście także kwestia poziomu wynagrodzeń. Większość pracowników nauki ma możliwość znalezienia w kraju lub zagranicą pracy, za którą będą więcej niż dobrze wynagradzani. Chodzi jednak o to, aby mogli odpowiednio godziwie zarabiać tu gdzie teraz pracują, w placówkach naukowych i w uczelniach. Niepokojącym zjawiskiem w ostatnich latach (patrz dokument "OECD, Science, Technology and Industry Outlook, 2008") jest ujemny przyrost personelu zatrudnionego w dziedzinie R&D (badania i rozwój), występujący jedynie w trzech krajach OECD - Rosji, Słowacji i Polsce.
Przyjęcie zasady, że środki finansowe budżetu państwa na realizację zadań "nauki" kształtowane są co najmniej na poziomie 0,6% produktu krajowego brutto nawiązują do znanego poglądu, że finansowanie w granicach 0,5 - 0,6 % PKB uznawane jest za finansowanie progowe umożliwiające efektywne włączenie się nauki do współdziałania z gospodarką. Środki te powinny zapewnić niezbędną stabilność prac badawczych. Musimy tu zaznaczyć, że przy obecnym bardzo niskim poziomie finansowania, nieporozumieniem jest dążenie do redukowania środków na działalność statutową i badania własne szkół wyższych. To właśnie ta działalność gwarantuje ciągłość prac badawczych i jest źródłem pozwalającym na przygotowanie konkurencyjnych projektów. Nie negując potrzeby jak najlepszego wykorzystania środków funduszy strukturalnych należy jednak zrozumieć, że w Polsce jak w każdym innym kraju powinny być prowadzone systematyczne badania naukowe. Takie rozwiązanie wszędzie na świecie jest związane z systematycznie przyznawaną dotacją statutową, która powinna być na odpowiednio wysokim poziomie. Konkursy powinny być jej uzupełnieniem. Ponadto istnieje szereg dziedzin i tematów, w których konkursy nie mają sensu. Czy z tego wynika, że nie powinny się rozwijać?
Rezultatem postulowanego opracowania wieloletniej strategii dochodzenia do poziomu finansowania nauki, przewidzianej w Strategii Lizbońskiej powinna być także zmiana obecnej niekorzystnej relacji pomiędzy nakładami z budżetu państwa i z gospodarki. W istocie powinien to byś fragment szerszej strategii budowania gospodarki opartej na wiedzy. Chodzi tu o zbudowanie spójnego systemu angażującego bardzo zróżnicowane podmioty gospodarki od dużych koncernów po średnie i małe podmioty, system bankowy i placówki naukowe oraz uczelnie. Uważamy, że bez takiej szerokiej strategii indywidualne plany ze strony resortu nauki i szkolnictwa wyższego nie będą miały szansy na realizację. Potrzebna jest tu koncepcja wieloletniego działania zbudowana siłami całego Rządu.
Programy operacyjne POIG, POKL i POIŚ powinny w szerszym zakresie umożliwiać włącznie się nauki w ich realizację. Wymaga to lepszego dostosowania tematyki konkursów tak, by pozwalały na niejednokrotnie oczywiste wykorzystanie potencjału polskich instytucji nauki. Np. znaczna część konkursów POIG, POKL i POIŚ nie jest zorientowana na badania, a te które są, obudowano piramidalnymi wymaganiami biurokratycznymi i "potrzebą naginania" tematów na rzecz wprowadzania haseł zgodnych z występującymi tam koślawymi, nie przystającymi do polskiej rzeczywistości nazwami i terminami ukutymi nie przez specjalistów a przez urzędników.
Pracodawcy polscy coraz bardziej odczuwają skutki niedostosowania ofert edukacyjnej polskich uczelni do potrzeb rynku pracy, co przejawia się m.in. zjawiskiem tzw. overeducation. Młodzi ludzie najchętniej kształcą się na kierunkach administracyjnych i pedagogicznych, brak jest natomiast zainteresowania kierunkami inżynierskimi, których absolwenci są aktualnie najbardziej pożądani na rynku pracy. Jest to skutkiem nie tyle niewystarczającej podaży proponowanej przez uczelnie, ale brakiem popytu na te kierunki ze strony absolwentów szkół ponad gimnazjalnych. Skutki takiego stanu rzeczy ponoszą pracodawcy, którzy mają trudności ze znalezieniem pracowników o odpowiednich kwalifikacjach i ze specjalistycznym przygotowaniem. Zasadnym jest opracowanie rozwiązań systemowych w edukacji w Polsce, począwszy od najniższych szczebli kształcenia, a zakończywszy na kształceniu na poziomie akademickim. Potrzebna jest reforma edukacji w zakresie organizacyjnym oraz metodologicznym, tak by zwiększać zainteresowanie dzieci i młodzieży przedmiotami ścisłymi, by w konsekwencji podnieść liczebność studiujących na kierunkach, których absolwenci są potrzebni w szeroko rozumianej gospodarce. Zasadnym jest przeznaczenie środków budżetowych na ten cel.
Przywrócenie ładu płacowego przyjętego przez Parlament w 2001 roku, wprowadzającego kształtowanie środków na wynagrodzenia pozwalającego na utrzymanie płac w grupach pracowników publicznych szkół wyższych (profesorowie, adiunkci, asystenci, pracownicy nie będący nauczycielami akademickimi), co najmniej na poziomie określonym relacją 3:2:1:1 do przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej jest minimalnym świadectwem rzetelności rządzących wobec środowiska akademickiego. Zaznaczamy, że realizacja tej zasady nie wymaga żadnych zmian legislacyjnych, a jedynie zaplanowania odpowiedniej kwoty na dotację dydaktyczną. Ogromny sukces polskich uczelni w zakresie upowszechnienia kształcenia na poziomie wyższym zawdzięczamy kadrze akademickiej. Utrzymanie dobrego poziomu kształcenia, wprowadzanie niezbędnego modernizowania programów nauczania, wymaga coraz silniejszego angażowania się nauczycieli akademickich w jednym miejscem pracy. Proponowany poziom wynagrodzeń powinien być traktowany jako podstawowy i niezbędny. Uczelnie w miarę zdolności do pozyskiwania dodatkowych środków finansowych mogłyby stosownie dodatkowo podwyższać wynagrodzenia wyróżniających się pracowników.
Zagwarantowanie przy planowaniu budżetu państwa kwoty na wydatki rzeczowe publicznych szkół wyższych w taki sposób, aby stanowiły około 25% kwoty na wynagrodzenia obliczonej zgodnie z punktem poprzednim. Uważa się, że taka proporcja pozwala na utrzymanie zadawalających warunków do realizacji bieżących zadań uczelni.
Odnosząc się do bardziej szczegółowych propozycji grupa robocza wskazuje, że:
Przedstawione propozycje odnoszą się tylko do części problemów nauki i szkolnictwa wyższego. Zarysowano w nich wskazania do działań systemowych i do konkretnych rozwiązań "od zaraz". Zgoda w przedłożonej materii trzech wysokich umawiających się stron jest znamiennym wskazaniem, że świadomość o znaczeniu nauki i szkolnictwa wyższego powinna znaleźć wyraz w konkretnej realizacji.
Podpisy stron